UPRZEJMY "SEBEK"

Dużo ostatnio o dresach, to i ja swoje dodam.

Moja mama zostawiła samochód na parkingu i poszła do pracy. Wieczorem, koło 22.00, niestety inne zaparkowane samochody były zbyt blisko i sama nie dawała rady wyjechać, próbowała kilka razy i nic. Wyszła z samochodu i głośno przeklęła. W tym czasie tamtejsze Sebki przyszły do parku obok, mijając moją mamę rzucili w jej stronę "Ej, ty! Masz jakiś problem?!". A moja mama, kobieta mało bojaźliwa, odpowiedziała "no mam, nie mogę wyjechać". Sebki zbite z pantałyku stanęły jak wryte.

Chyba wiecie jak zakończy się historia? Jeden Sebek wyjechał mamie z parkingu i do dziś Sebki krzyczą do niej "siema !" :D

Dodany przez: Admin

145 wyświetleń
zgłoś

Dodaj komentarz:

Komentarze:

Rozwiń komentarze Zawsze pokazuj komentarze Komentarze aktualnie są ukryte

Zobacz więcej

Tak, to do ciebie. Doskonale wiesz, że o tobie mówię, a jeśli jeszcze nie, to zaraz na pewno się zorientujesz. Pamiętasz, jak gadałeś, że jestem twoją idealną dziewczyną, że nawet nie chce ci się szukać innej, bo we mnie "tyle wpakowałeś"? Wtedy poczułam, że coś z tobą nie tak i do dziś żałuję, że wtedy nie odeszłam. Że poświęciłam ci 4 lata mojego życia, najlepsze lata, których już mi nikt nie zwróci.

I godności też mi nikt nie zwróci.

Pamiętasz, jak powiedziałam ci, że będziemy mieli dziecko? Jak poszedłeś się upić z kolegami ze szczęścia i jak wieczorem, po powrocie, przytrzymywałeś mi chustkę na czole, żeby zatamować krwawienie od twojego ciosu? Tak, wiem, "byłeś pijany", "nie pamiętasz", ale ja pamiętam. I pamiętam też zaciskanie zębów podczas łyżeczkowania po poronieniu. Zaciskałam je, żeby nie krzyczeć, jak bardzo cię nienawidzę.

Przepraszałeś, tyle razy. I ja, kretynka, tyle razy ci wierzyłam, że to alkohol, że stres w pracy. Ostatni stres w pracy miałam ja, kiedy musiałam chodzić w okularach i udawać, że mam zapalenie spojówek.

Nienawidzę cię, gnoju i naprawdę cieszę się, że cię zwolnili. Należało ci się. Cieszę się, że cię jutro wywalę cię z mojego mieszkania i że nigdy już się do mnie nie zbliżysz, bo będę krzyczeć na całą ulicę: "Uważajcie, idzie ten damski bokser, ostatnia ciota, która wyżywa się za swoje niepowodzenia na swojej kobiecie!".

Życzę ci, żebyś zdechł w samotności.

Dodany przez: Admin

440 wyświetleń
Mam już swoje lata. Wnuczka pokazała mi tę stronę i zaproponowała, bym napisał coś od siebie.

W zeszłym roku moja ukochana żona zmarła na Alzheimera. Była całym moim światem, żyliśmy razem ponad 50 lat. Możecie sobie tylko wyobrazić, co czułem, gdy nagle przestała mnie poznawać. Nie wiedziałem, czy to wciąż ta sama osoba, która budziła mnie pocałunkiem z rana i jadła ze mną pyszne śniadanie.

Bliscy nie rozumieli, dlaczego wprowadziłem się do niej, do domu opieki. Ja po prostu nie wyobrażałem sobie, że mógłbym ją zostawić. Ja byłem nią, a ona była mną. Byliśmy jednością. Tak więc mieszkałem z nią, opiekowałem się nią, nawet ją karmiłem.

Dzieci tłumaczyły mi: "Tato, mama Cię nie poznaje. Pozwól lekarzom zapewnić jej opiekę. Odpocznij", ale ja nie zamierzałem jej zostawiać. Wierzyłem, że gdzieś tam w środku wciąż jest ta sama osoba, która uczyniła moje życie lepszym.

Kilka tygodni wcześniej, w ciepły sobotni dzień, wybraliśmy się na spacer do parku w pobliżu ośrodka. Usiedliśmy na ławce przy stawie i obserwowaliśmy pływające łabędzie.

- Wiesz, kochanie. Łabędzie wiążą się ze sobą na całe życie. Zawsze wiedziałem, że ja i Ty jesteśmy takimi łabędziami.

Wtedy poczułem, jak ciało mojej żony drży.

- Boguś, mój Boguś - powiedziała, a jej oczy wypełniły się łzami. Wróciła.

Przez 10 minut jej świadomości nie wypuszczaliśmy siebie z objęć. Płakaliśmy i wyznawaliśmy sobie minut. Usłyszałem od mojej żony, że jestem najlepszym, co ją w życiu spotkało i żebym nigdy o tym nie zapominał. Dziękowała mi za wspólne 50 lat i przepraszała za to, że nie zdołała oprzeć się chorobie. To było tylko 10 minut, ale za to najwspanialsze w całym moim życiu. Nigdy nie czułem się tak szczęśliwy.

W pewnym momencie moja żona znowu spytała mnie, kim jestem. Uszła z niej cała energia i znów była tą bezduszną postacią, która siedziała obok mnie na ławce. Ale to niczego nie zmieniało. Ona wciąż tam była i otrzymałem od niej znak.

Opiekowałem się żoną do jej śmierci. Odeszła w spokoju, w gronie najbliższych. Nie kojarzyła już nikogo, ale ja kojarzyłem ją. Kobietę mojego życia, moją cząstkę duszy. Dziękuję Ci za wspólne 50 lat, ukochana.

Dodany przez: Admin

349 wyświetleń
Dzisiaj moja dziewczyna udowodniła, że żadne ku*wa, nawet najbardziej absurdalne historie na temat logiki kobiet nie biorą się znikąd.

Zadzwoniła do mnie, że auto jej przerywa w drodze z pracy. Powiedziałem, żeby stanęła na stacji i że podjadę w ciagu godziny i sprawdzę i jak będzie trzeba to ją zaholuję do mechanika.
Zadzwoniła po 15 minutach, że godzina to za długo i że zaholuje ją jej psiapsiółka Ala, bo będzie akurat tamtędy jechać.
Myślę- spoko, usamodzielnia się. I teraz uwaga....

Dzwoni z płaczem żebym jednak przyjechał bo zaj*bały w jakieś barierki. No więc zbieram się i jadę. No i faktycznie- auto mojej na lince za autem Ali wjebane w barierki na wyjeździe ze stacji.

Spytacie jak? A no kurwa tak ! Obie usiadły w aucie holującym, a holowane postanowiły pociągnąć z tyłu jak ku*wa jakieś sanki na kuligu...

Dodany przez: Admin

289 wyświetleń
Kiedy pierwszy raz poszłam na siłownię byłam przerażona! W szatni stały grupy wymalowanych dziewczyn i słyszałam jak za plecami mówią między sobą:

- ciekawe, ile wytrzyma ten grubas

Każdy z tych komentarzy mnie ranił bo zdawałam sobie sprawę z dodatkowych kilogramów. Potraktowałam to jako motywację. Chodziłam tam 3-4 razy w tygodniu i dawałam sobie niezły wycisk. Zmieniłam się do tego stopnia, że przestały mnie poznawać.
Któregoś razu zostawiłam na lustrze karteczkę ze swoim zdjęciem i komentarzem: Miłego treningu dziunie - Wasz GRUBAS

Dodany przez: Admin

101 wyświetleń
Siedzę sobie w parku, nagle patrzę... dosiada się do mnie mega przystojny facet. A że jestem dość śmiałą kobietą, od razu zagadałam.
Koniec z końcem - umówiliśmy się na kawę. Ja, czekając na niego w małej, przytulnej kawiarence, uświadomiłam sobie, że obiad wciąż jest na gazie. W mgnieniu oka wyskoczyłam z restauracji biegnąc do domu.
Oczywiście nie rozmawialiśmy wcześniej z panem x o zainteresowaniach ani pracy.

Wiedziałam, że zostało mi dziesięć minut, więc stwierdziłam, że skoczę do domu taksówką.
Wsiadam szybko do auta i podaję adres. Zza kierownicy wychyla się mężczyzna i mówi:
- Bardzo bym panią prosił, czy mogłaby pani jechać inną taksówką, nie chciałbym spóźnić się na pierwszą... – i tu właśnie urwał wypowiedź.

Ja, trochę zaskoczona sytuacją, zaczęłam się śmiać i poprosiłam jednak o podwiezienie.
Jak można się spodziewać, na spotkanie spóźniliśmy się oboje.
Grunt, że ślub odbył się punktualnie. :)

Dodany przez: Admin

8295 wyświetleń

Tewyznania.pl - Facebook
Do góry
Administracja serwisu nie ponosi odpowiedzialności za materiały dodawane przez użytkowników, którzy podczas rejestracji zaakceptowali regulamin serwisu. Jeśli uważasz, że materiał znajdujący się w naszym serwisie łamie prawo, bądź narusza zasady, możesz zgłosić ten fakt to administracji serwisu.
Momencik, trwa przetwarzanie danych ... Momencik, trwa przetwarzanie danych